Wskoczyć na falę i trzymać żagiel

Ilekroć byłam zmuszona do tego , by  przyznać się sama przed sobą, że mimo wiedzy, sukcesów i świadomości, jakimś zupełnie nieznanym mi cudem zeszłam z  właściwego toru, (więc na nowo musiałam się wziąć w garść : ponownie zredukować dietę i funkcjonowanie       w tym myśli, ćwiczenia, aktywność, jakość snu)  to kojarzy mi się fascynujący mnie sport -windusfing. Niestety znzm go  tylko z widzenia . Sama tego  sportu nie doświadczyłam, ale nie wykluczam, że kiedyś mi się uda.

Zazwyczaj pierwsze minuty  po postanowieniu ” koniec zabawy, robię coś ze sobą, od teraz jem tylko zdrowo, mało, no oczywiście zaczynam znów regularne ćwiczyć. Te pierwsze chwile są jak wskoczenie na falę. Już oczami wyobraźni widzę jak to jest tak jak kiedyś, stwierdzam- wcześniej się udało, to dlaczego ma się teraz nie udać? Przecież ja to wszystko znam, ja wiem, co jak i kiedy trzeba zrobić. To pestka.  Tak jak jazda na rowerze, tego sie nie zapomina.

Przyznam, że początki bywają naprawdę interesujące i niosące pełną nadzieję na sukces, do momentu gdy stracę z oczu horyzont upoiwszy się szybkim sukcesem iiiii spadam   z  fali na twarz. Zaczyna sie to bardzo niewinnie, jakiś rodzinny obiadzik: a co tam raz nie zaszkodzi sobie pofolgować, potem zjem mniej i się wyrówna. Zaraz potem czai się kolejny sprawdzian, idę do znajomej, a ona mnie częstuje świeżo upieczonymi rogalikami:

-mówię nie nie dzięki, zmieniam nawyki

-ale co TY mojego rogalika nie skosztujesz? jeden Ci nie zaszkodzi, przecież wyglądasz dobrze, wydziwiasz- co tam ja mam powiedzieć?

– no tak prawda, jeden mi nie zaszkodzi, nie zjem najwyżej kolacji….

itd itd

Tak wiec siedzę i rozkminiam, kurcze blade-mam wiedzę, świadomość i wolna wola też wytrenowana, więc o co kaman? W głowie pojawia się odpowiedź:  to ta podstępna podświadomość. No tak, ona, ale …. jak z nią tak uczciwie pogadać, że mi zależy, że lato się zbliża, no i nie czuję się dobrze, gdy te spodnie są takie opięte?

Wizualizacja, pisanie afirmacji, planowanie na papierze, cele, mierzenie ważenie.  Tak tak to pomaga. No może te pisanie afirmacji to raczej należy sobie odpuścić, ale zapisywanie celów -całkiem skuteczne narzędzie. Pod warunkiem, że ta wytresowana podświadomość nie oszuka Cię tak sprytniutko, że nie zauważysz, że zadowolona pierwszymi „falami” znowu tracisz z oczu cel.

Co wiec przemawia do podświadomości? OBRAZY. A więc jak tu stworzyć właściwe obrazy i nie stracić ich z oczu? To pytanie dla Ciebie i odpowiedź musisz znaleźć sam. Twórz maluj, szkicuj, śpiewaj, byleby tylko przekonało to samego Ciebie na czym Ci właściwie zależy. Bo zależy Ci prawda? Na zdrowiu, pięknym wyglądzie, dobrym samopoczuciu, samoakceptacji, akceptacji otoczenia, uznania. Zależy tak? Czy naprawdę tak bardzo by odsunąć na bok, to co szybko przyniesie ulgę? Czyli zatopienie swoich ząbków w cudowne przetworzone i kaloryczne żarcie? Lecz z tym pychotka jedzoneczkiem jest jak, jak… z „czarnym diabłem” , chodzi mi o tą rybę, oglądaliście „Gdzie jest Nemo”? Ten potwór ma do czoła przyczepioną latarkę, taki wabik, który świeci. Ryby zachwycone tym światłem nie zauważają wielkich   i śmiertelnych zębów, które lada chwila je pożrą.

Tak więc nie daj się „pożreć” i trzymaj „kurs”

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Dżodżo pisze:

    Bardzo trafne, bardzo prawdziwe i jak tu się nie dać….urodziny, no jasne jest tort, potem „trzeba” do kawy zjeść to co zostało ze „słodkości” – bo jak nie jak tak 🙂 a rzeczywiście ostatnio mówię sobie, co by mnie najbardziej uszczęsliwiło? no szczupła sylwetka, ale jednak zdarza się że wybieram „chwilowe” szczęście z pełnymi ustami jedzenia. To CHWILOWE szczęscie trwa tyle co przeżucie i połknięcie czegoś dooobreeego, może momencik dłużej – co pozostaje? poczucie winy, a do tego PRAWDZIWEGO szczęścia, czyli wymarzonej sylwetki, tylko oddala.

  2. Dzięki Dżodżo za komentarz. Doskonale to ujęłaś, ale chodzi wiec o to byśmy przekonały same siebie, czy raczej swoją podświadomość, która często bierze stery w swoje ręce gdy ślinka cieknie przy kawałku tortu;), że tutaj bardziej nam zależy jednak na tej długoterminowej lokacie, niż na szybkiej pożyczce. No z nią to trzeba jak z dzieckiem, tłumaczyć, pokazywać, rysować, spotkać się z innymi „dziećmi” którzy mają podobne dylematy, wesprzeć, poklepać po plecach. Często też pomaga wizyta u specjalisty co to zmierzy dokładnie, sprawdzi porówna, pogrozi palcem, ale musi być taki co się ceni, bo my nie lubimy przecież pieniędzy wyrzucać w błoto, tak? 🙂 ale jak kogoś nie stać to ja polecam w/w metody ;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s